Polskie filmy są dużym wyzwaniem zarówno dla widzów, jak i dla krytyków. Trudno je kochać, trudno jednak oprzeć się pokusie, aby dać kolejnym szansę. Jeśli zastanawiacie się nad tym, czy „Polot” jest wart Waszego zainteresowania, już w pierwszym akapicie możemy Was zapewnić, że tak. Nie jest to film idealny, jeśli jednak potrzebujecie słodko-gorzkiej opowieści o wchodzeniu w dorosłość ze sterowcami w tle, nie mogliście trafić lepiej. Za seansem przemawia także to, że osoby zainteresowane „Polotem” nie muszą nawet wychodzić z domu, aby przekonać się, jak wypadł reżyserski debiut fabularny Mariusza Wnuka, bo film jest dostępny legalnie w telewizji internetowej.

Coś się kończy, coś się zaczyna, czyli parę zdań o fabule

Rok 2020 miał należeć do Macieja Musiałowskiego, nie bez przyczyny uznawanego powszechnie za jednego z najbardziej utalentowanych aktorów młodego pokolenia. Jeśli pandemia sprawiła, że nie stało się inaczej, nie oznacza to wcale, że szansa na wielką karierę Musiałowskiego przepadła. W „Polocie”. Podobnie jak we wcześniejszym „Hejterze” udowadnia on, że jeszcze przez lata może mierzyć się z najtrudniejszymi aktorskimi wyzwaniami nie rozczarowując nikogo. 

Tu odgrywa postać Karola – obiecującego inżyniera zajmującego się lotnictwem i przekonanego o tym, że czeka go wspaniała przyszłość. Gdy jednak jego ojciec ginie w wypadku lotniczym, wszystko zaczyna się komplikować. Pojawiają się problemy finansowe, a i wizja szczęśliwego życia rodzinnego musi zostać zrewidowana. Nie spodziewajmy się jednak kolejnej opowieści o spadaniu, nałogach i przegranym życiu. „Polot” to kino świeże między innymi właśnie dlatego, że pokazuje nam inny sposób na wyjście z opresji.

Karol nie tylko nie załamuje się, ale znajduje w sobie gotowość do tego, aby rozprawić się z narastającymi trudnościami. To zresztą jedna z tych osób, w przypadku których sprawdza się powiedzenie, że im trudniej, tym łatwiej. Jego odpowiedzią na nowe wyzwania jest próba opracowania i skonstruowania innowacyjnego sterowca opierającego się w dużej mierze na planach przygotowanych przez ojca. Projekt jest odważny i poszukuje inwestora, a zarówno jego poszukiwania, jak i późniejsza współpraca z kanadyjskim biznesmenem polskiego pochodzenia nie sprzyjają realizacji marzeń będąc jednocześnie znakomitym treningiem nieustępliwości.

Czekamy na więcej

„Polot” to film, który można polubić, warto jednak przestrzec jego potencjalnych odbiorców przed pewnymi niedociągnięciami. Fabuła jest ciekawa, nie jest jednak najlepiej poprowadzona. Po dobrym pierwszym akcie, przynajmniej kilka zwrotów akcji następujących w drugim mogą wywołać co najmniej zgrzytanie zębów. Rozczarować może też dość szybki finał. Trudno nie odnieść wrażenia, że choć „Polot” ma duży potencjał, nie jest on w stanie wybrzmieć. Film trwa 90 minut, a to sprawia, że pojawiła się konieczność wyciszenia przynajmniej kilku znakomicie zapowiadających się wątków pobocznych. Szkoda, bo można było zrobić wiele tak z potencjałem tych pominiętych historii, jak i z aktorami zaangażowanymi do odgrywania kolejnych ról. 

Warto jednak podkreślić, że nawet mimo tych niedociągnięć „Polot” jest filmem, który ogląda się z dużym zainteresowaniem przeżywając, razem z bohaterami, ich wzloty i upadki. To jeden z tych debiutów, którym można sporo wybaczyć mając nadzieję, że kolejne filmy uporają się z błędami typowymi dla początkujących i będą jeszcze lepsze.